The Big Short, to nowa produkcja filmowa oparta na faktach, a właściwie na książce The Big Short opisującej realne wydarzenia nieruchomościowej hossy. Dlatego wielką zaletą tego filmu jest kontakt z przedstawieniem prawdziwych nazwisk i zdarzeń. Przyjemność oglądania z pewnością będzie potęgować fakt obecności na rynku finansowym w latach 2004 – 2008. Zatem jeżeli, ktoś w tamtym czasie inwestował, to może sobie przypomnieć jaka była ciekawa atmosfera i ślepy pęd tłumów po łatwe zyski, bez zadawania pytań w rodzaju – Dlaczego?

Film przedstawia w genialny sposób chciwość, głupotę i arogancję bankierów z Wall Street. Cała nudna finansowa papka opisująca schematy działania CDO, CDS, MBS została przedstawiona na przykładach opowiedzianych na tak zwany “chłopski rozum”. Czasem trochę za szybko, ale całokształt powinien być zrozumiany. Przedstawienie obnaża idiotyzm agencji ratingowych, czyli cytując jedną z agencji ratingowych “jak my im nie damy ratingu, to pójdą ulicę dalej do konkurencji, która za odpowiednią opłatą da tym obligacjom taki rating jaki chce ich emitent, więc po co tracić klienta, my damy rating bez zbędnego marudzenia i zarobimy”. W bardzo ciekawy sposób pokazano patologię SEC, czyli amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd, której to okrojono budżet, co skutkowało mniejszą ilością słabo opłacanych pracowników, którzy rozpoczynali tam pracę tylko dlatego, aby potem dostać się na ciepłe stołki w bankach inwestycyjnych, czyli firmach, które wcześniej nadzorowali. Cała sytuacja przedstawiona została w komiczny sposób na bazie relacji damsko-męskich uwypuklając tak popularne wszędzie poszukiwania przez kobiety odpowiedniej “trampoliny” 🙂 Środowiska Korpo, ale pewnie i nie tylko zapewne wiedzą o co chodzi… Swoją drogą to zjawisko migracji ludzi pomiędzy sektorem państwowym i prywatnym dotyka większość gospodarek, a i u nas też od wielu lat jest widoczne.

Poruszony został też temat sprzedajności niezależnych mediów, kiedy to rynek hipoteczny robił pierwsze metry na spadaniu z wielkiego klifu, a ceny obligacji hipotecznych nadal rosły, bo największe banki inwestycyjne potrzebowały czasu, aby się obrócić na pozycjach i pozamykać kłopotliwe pozycje hipoteczne. Wówczas podczas rozmowy dziennikarza (głównej tuby propagandowej Wall Street, czyli pisma WSJ) z głównymi bohaterami zostało świetnie ukazane, jak to dziennikarz boi się pisać o niewygodnych rzeczach, bo sam ma rodzinę, dzieci i kredyty do spłacenia.

Wpis ten ukazał się kilka dni wcześniej subskrybentom naszego Newslettera Inwestycyjnego, subskrybuj aby otrzymać dużo wcześniej kolejny wpis:

Główny bohater filmu to dotychczas mało znany Dr Michael Burry, który w rzeczywistości z okresu 2004 – 2005 jako pierwszy dostrzegł okazję odwróconego od schematów zarobienia pieniędzy na pęczniejącej bańce rynku nieruchomości. W filmie zagrany przez aktora ze szklanym okiem, porcelanowymi zębami i ekscentrycznym podejściu do świata. Zapewne dlatego, aby lepiej się oglądało finansową historię. W rzeczywistości Burry, to normalny gość, którego można lepiej poznać oglądając poniżej przemówienie z 2012 roku na kalifornijskim Uniwersytecie Los Angeles.

Na szczególną uwagę zasługuje scena, gdy główny bohater Michael Burry idzie do banków inwestycyjnych takich jak Gold…nS…s, DeutscheB…k itp i negocjuję utworzenie specjalnie dla niego produktu finansowego pozwalającego zarobić na spadku sektora nieruchomości. Gdy ma przed sobą ludzi, którzy myśląc, że zgarniając na prowizjach sprzedażowych setki tysięcy lub miliony $, chwycili Pana Boga za nogi, nie dowierzają że chce on grać przeciwko rynkowi mieszkaniowemu, który to przecież według nich zawsze idzie do góry. A podczas rozmowy swoimi argumentami zagłuszali klienta, który do nich przyszedł z propozycją. Scena ta idealnie ukazuje kuriozum sytuacji, gdy rynek znajduje się w fazie bańki, ale też pokazuje jak czasami ciężko rozmawia się z ludźmi osadzonymi w korporacyjnych murach, którzy poprzez swoje przeszklone wysokie ściany stracili kontakt z otaczającą rzeczywistością. Pokazuje to też z jaką bezwładnością działają banki, również te inwestycyjne. Póki dany trend trwa i nie ma ewidentnych dowodów na jego zmianę, a są tylko znaczne przesłanki, to w takim banku nie ma odważnego, aby powiedzieć, że za kwartał będzie inna sytuacja i należy zmienić strategię. To tak jak na tonącym Titanicu, orkiestra gra do końca, aby na prowizjach sprzedażowych wycisnąć ile się da. Dopiero jak pojawiają się pierwsze straty, to wielki okręt zwany bankiem, zaczyna zmieniać kierunek. Ale to długo trwa, co przy obecnie szybkich rynkach powoduje zatonięcie słabszych jednostek, a kończąc na wsparciu pieniędzmi podatników tych mocniejszych banków, które doczłapały się do checkpointu litości rządowej pomocy.

Świetnie zagrał Steve Carell odtwórca filmowej roli o nazwisku Mark Baum (a w nowojorskiej rzeczywistości był to człowiek o nazwisku Steve Eisman), który jako dyrektor małego funduszu inwestycyjnego pracującego na platformie Morgan Stanley, słynął z delikatnie to ujmując niespokojnego podejścia do zakłamania, obłudy i oszustw nowojorskich banków oraz sfer rządowych. Postać ta daje obraz tego, jak to dobrze być czasami w centrum finansowym świata. Ponieważ Eisman vel Baum miał małe biuro w biurowcu Morgan Stanley, to często do ich biura przez pomyłkę dzwonili ludzie w sprawach związanych z produktami Morgan Stanleya. Pewnego dnia również przez pomyłkę do Eismana vel Baum zadzwonił najprawdopodobniej Burry z pytaniem o produkt na spadek cen nieruchomości. To natychmiast dało do myślenia tym kilku inwestorom z małego funduszu, że trzeba to zbadać. I choć na początku większość z nich nie dowierzała, że może to być temat do zarobienia pieniędzy, to jednak rozpoczęli swoją krucjatę wywiadowczą. I w ten sposób mogliśmy zobaczyć jak jeżdżąc po dzielnicy mieszkalnej, w której każdy dom wystawiony był na sprzedaż, agentka nieruchomości twierdziła, że to tylko chwilowy zastój. Potem akcja przeniosła się do Las Vegas na zjazd firm branży obligacji hipotecznych. Tam Eisman vel Baum podczas rozmowy z właścicielem małej firmy budującej obligacje hipoteczne, w teorii powinien dbać o dobro inwestorów, a w praktyce finansowany był przez bank Me..ll Lynch i do obligacji pchał dosłownie wszystko, aby tylko sprzedać toksyczny towar. Właściciel tej małej firmy przy okazji zaczął opowiadać, że na obligacje hipoteczne tworzone są instrumenty pochodne i wartość tego rynku to kilkudzeisięciokrotność rynku standardowych obligacji hipotecznych. Wówczas Eisman vel Baum zdał sobie sprawę, że jest źle. Sytuacje kończy sceną z stripclubie, kiedy to podczas prywatnej nazwijmy to rozmowy, tancerka mówi, że na posiadany jeden dom, ma kilka kredytów, a tak w ogóle to ma pięć domów na kredyt. Eisman vel Baum kończy temat dzwoniąc do współpracownika i krótko stwierdzając: jest bańka, gramy short, kupuj ten produkt na spadek cen.

Po tym jak zupełnie wówczas nieznani sobie Burry i Eisman vel Baum otworzyli pozycje na spadek sektora nieruchomości jesteśmy świadkami trzech ważnych zdarzeń:

1. Na rynku powstał popyt na niezagospodarowaną niszę, czyli produktu pozwalającego w miliardowej skali zarobić na spadku cen nieruchomości (wcześniej było to też możliwe choćby poprzez krótką sprzedaż etfów nieruchomościowych, ale nie można tego dokonać na miliardową skalę) dlatego szybko, co bardziej cwani salesmeni wyczuli okazję, stworzyli produkt i zaczęli chodzić po firmach inwestycyjnych oferując okazyjną inwestycję. W ten sposób mogli wyrobić targety sprzedażowe i ciosać rynek w dwie strony – na tych co grają na długo i na tych co chcą na krótko. Dowodzi to, że produkty takie we wczesnej fazie rodzącego się trendu dostępne są tylko dla wybranych, dla tych którzy są blisko i mają odpowiedni kapitał. W ten sposób o produkcie zapewne dowiedział się John Paulson, który na spadku hipotek zarobił najwięcej, bo około 20 mld $, ale nie jest on wymieniany jako pionier tego pomysłu inwestycyjnego, zwłaszcza że większość instrumentów nabywał od Goldm…aS..s, który po zorientowaniu się co w trawie piszczy, oferował produkty drugiej stronie rynku, która nie chciała kupować na długo obligacji hipotecznych.

2. Drugą najważniejszą kwestią jaką możemy wynieść z tej rzeczywistej historii, która miała miejsce kilka lat temu, to że poza rozpoznaniem rodzącego się trendu, należy odpowiednio dobrać wielkość pozycji, czyli ilość kapitału, który będziemy angażować w tę inwestycję oraz wyczucie/obliczenie odpowiedniego czasu na wejście w tę inwestycję. W filmie było to pokazane, na podstawie ciężkich chwil jakie musiał przeżyć Burry z tego powodu, że wszedł w tę inwestycję trochę za wcześnie, co wymagało od jego funduszu konieczności płacenia milionowych składek w razie gdyby ceny obligacji hipotecznych rosły. A sytuacja była taka, że ceny nieruchomości spadały, ludzie w rekordowych ilościach nie spłacali kredytów, a ceny obligacji hipotecznych zamiast spadać to rosły, bo rynek był zmanipulowany przez największe banki, które musiały ciągnąć rynek do góry, aby mieć czas na zabezpieczenie pozycji, ich redukcję lub otwarcie przeciwstawnych pozycji. Skutkowało to koniecznością płacenia składek za ruch rynku w stronę przeciwną niż przewidywali. W takiej sytuacji klienci widząc spadek aktywów funduszu zaczęli wycofywać swoje pieniądze, co groziłoby niewypłacalnością funduszu Burrego, który ratując się, zablokował możliwość wypłat do odwołania, co bardzo delikatnie mówiąc nie spodobało się jego klientom.

3. Pomimo tego, że Burry i Eisman vel Baum dobrze rozpoznali trend, otworzyli duże pozycję, to nadal mogli wszystko stracić. Motyw ten obnaża całą słabość obecnego systemu finansowego. Mogli wszystko stracić, dlatego że drugą stroną transakcji były największe banki inwestycyjne, czyli zysk Burrego i Eismana vel Baum wynikający z obstawienia spadku nieruchomości pochodził z portfeli banków inwestycyjnych, od których Burry i Eisman nabyli produkty pozwalające zarobić na spadku cen. Gdyby banki te zbankrutowały, to wówczas roszczenia Burrego i Eismana vel Baum musiałyby zostać zaspokojone z masy upadłości tych banków, z których i tak już nic nie zostało, a więc nie byłoby z czego dochodzić roszczeń. I tak jak widzieliśmy sytuację na początku filmu, gdy pracownicy Goldmana śmieją się nie dowierzając, że Burry chce gwarancję na wypadek niewypłacalności tej firmy. Tak teraz zapewne podobnie większość ludzi śmiałaby się gdybyśmy chcieli gwarancję wypłacalności na przykład skarbu państwa. A jednak dziwne i rzadkie sytuacje się zdarzają, cały obecny system finansowy zbudowany jest na zaufaniu, gdy jeden element tego systemu traci zaufanie, to cała układanka się sypie i papier nadaje się już tylko do palenia w piecu.

Wnioski na przyszłość wynikające z The Big Short

Film kończy się świetnym podsumowaniem, że za to całe powstałe zamieszanie odpowiadają banki od zawsze ratowane przez FED, komisja papierów wartościowych i giełd, kongres i media głównego nurtu. Natomiast gdy już finansowy sztorm ucichł, to do więzienia trafił tylko jeden mało znaczący bankier z podrzędnego banku Cre…tSu…se. Żaden z banków zbyt dużych by upaść nie zbankrutował (choć pod to pojęcie podlegałby Lehman, no ale on ponoć musiał paść, bo prezes tego banku nie chciał wchodzić w wątpliwe deale z pozostałymi prezesami z klubu). Co więcej Burrry publicznie oznajmił, że może powiedzieć rządowi skąd wiedział o nadchodzącym armagedonie nieruchomościowym, ale co ciekawe nikt się go później nie pytał o zdanie, natomiast długo przesłuchiwało go FBI…

Aktualnie wszystko jest robione tak jak przed kryzysem, poza kilkoma pozornymi przepisami kompletnie nic się nie zmieniło, a banki za pieniądze podatników stały się jeszcze większe niż były. Co więcej, na finansowym rynku nowojorskim w 2014 roku karierę rozpoczęły tak zwane obligacje szyte na miarę, czyli coś podobnego do hipotecznych CDO, jednak w środku znajduje się coś zupełnie innego, a mianowicie obligacje korporacyjne zabezpieczone CDSem, czyli ubezpieczeniem na wypadek bankructwa. Instrument ten skonstruował ten sam człowiek, który kiedyś wymyślił obligacje hipoteczne, a które w 2008 roku położyły system finansowy na kolana. Problem z nowymi CDO jest taki, że jak zbankrutuje firma, której obligacje są w tym instrumencie oraz zbankrutuje druga strona, która gwarantuje wypłacalność z tytułu CDS, to nabywca takiego nowego genialnego instrumentu zostaje z nic nie wartym papierem. Instrument ten został stworzony po to, aby jak zwykle wypełnić lukę na rynku. Bo w kontekście pokryzysowo “zapchajdziurę” wprowadzonych przepisów, banki muszą mieć lepszą sytuację płynnościową, dlatego zrezygnowały z kupowania obligacji korporacyjnych na rzecz obligacji rządowych. Przez to korporacje miały problem z uplasowaniem na rynku swoich obligacji. Aby to rozwiązać, pewien znany w branży mędrzec wpadł na pomysł, aby powiązać koszyk obligacji korporacyjnych z ubezpieczniem CDS, wówczas nabywca takiego papieru nie ponosi ryzyka braku wypłacalności emitenta obligacji i wszyscy są szczęśliwi. Trzeba przyznać, że instrument genialny i dla wielu ludzi przez kilka lat będzie to prawdziwa żyła złota z samych prowizji. Niestety za kilka/kilkanaście lat bomba tego instrumentu pochodnego wybuchnie, a bałagan będzie większy niż ten z 2008 roku. Zatem idąc tokiem myślenia sfer rządowych trzeba już teraz zwiększać podatki, aby w przyszłości podatnik mógł zapłacić za chciwość i bezmyślność nomenklatury bankowo rządowej w USA.

Ponadto korzystając z wiedzy Burrego, który nie chce zbyt dużo mówić o swoich poglądach na przyszłość, a więc i materiałów jest niewiele, poniżej umieszczamy jego wywiad o tym w co warto inwestować w najbliższych latach. Według Michaela Burrego z punktu widzenia mieszkańca USA warto inwestować w działki rolne z dostępem do wody. Dobry jest też sam sektor wodny (zapewne z powodów braku wody pitnej w dalszej przyszłości, choć to kwestia dyskusyjna. Bo aktualnie na Atlantyku i nie tylko hotele zazwyczaj korzystają z osmozy i odsalają wodę z oceanu, która nie różni się bardzo od tradycyjnej słodkiej wody. Wymaga to jedynie nakładu energii, którą można brać ze słońca. Zatem kwestia wody w przyszłości nie powinna być armagedonowym czynnikiem, choć woda pitna może być w przyszłości dużo droższa, dlatego Burry widzi w tym potencjał). Poza tym Burry pozytywnie widzi inwestycje w złoto.

Wywiad z Burrym o tym w co inwestuje

Przenosząc strategię Burrego na obszar środkowoeuropejski, to sprawa inwestycji w ziemię rolną nie wygląda już tak różowo. Sytuację tutaj mocno zaburzyły dopłaty z Unii Europejskiej dając posiadaczom ziemi argument do mocnego lewarowania się na kredytach pod zakup ziemi rolnej. Lecz patrząc na patologię jaką obrosła biurokracja Unii, to bardziej podobne jest, że za 5 lat nie będzie dopłat do ziemi rolnej. W niektórych miejscach Polski za hektar trzeba zapłacić 50 tys. – 100 tys. zł. Zatem biorąc pod uwagę dopłaty, korzyści ze sprzedaży produktów rolnych, koszty zagospodarowania upraw i podatków, to inwestycja w ziemię rolną będzie trochę lepsza od lokaty bankowej. Oczywiście wielką zaletą ziemi rolnej jest to, że przetrwa chociażby załamanie systemu finansowego i może dać nam pożywienie, więc zawsze warto jej trochę mieć, ale przy obecnych cenach delikatnie mówiąc potencjał wzrostowy jest mocno ograniczony. Przy inwestycji w ziemię trzeba też wziąć pod uwagę geopolitykę. Ilu będzie chętnych na polską ziemię, gdy Rosja zacznie przy naszej północnej granicy i wybrzeżu machać szablą?

Podążając ścieżką Burrego pozostaje zatem złoto lub ziemia z dostępem do wody, ale w bezpiecznym geopolitycznie kraju.

Trzeba też pamiętać, że w 2006 roku w Polsce było co najmniej dwóch bardziej znanych ludzi, którzy głośno mówili o nadchodzącej recesji związanej z nadchodzącym upadkiem runku nieruchomości w USA. Oczywiście dlatego, że czytali informacje z USA, ale też dlatego, że potrafili zrozumieć istotę problemu/ Byli to Kamil Jaros z gazety Parkiet i Piotr Kuczyński, który wtedy przez piewców łatwej hossy i niedowiarków nazywany był złośliwie kasandrą. Dzięki tym dwóm osobom co najmniej kilku ludzi w Polsce nie straciło majątków całego swojego życia na inwestycjach w małe i średnie spółki mające zarobić krocie na mistrzostwach Euro 2012… jak to dzisiaj zabawnie brzmi… ale wtedy nikomu nie można było wytłumaczyć, że wszystko jest już w cenach.

Przemówienie Burrego na UCLA w 2012r.

Więcej w podobnym temacie tutaj:

Treść powyższej analizy jest tylko i wyłącznie wyrazem osobistych poglądów jej autora i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715).

Piotr Kowalski

Tel: +48 71 300 13 80
Fax: +48 71 300 13 88
e-mail: office(m@łpa)goldco.pl zamiast (m@łpa) wpisz @
e-mail Piotr Kowalski: piotr.kowalski(m@łpa)goldco.pl zamiast (m@łpa) wpisz @
GOLDCO Centrala: ul. Rynek 7, 50-106 Wrocław
GOLDCO Biuro Obsługi Klienta: ul. Tarnogajska 11, 50-512 Wrocław
Google+

Tags: , , , , , , ,

1 komentarz

  1. Malgosia says: 8 lutego 2018

Zostaw Odpowiedź

X

Problem z hasłem?

Zarejestruj się już dziś!

Wyzerowanie Hasła

Proszę wprowadź swój adres e-mail. Otrzymasz nowe hasło na maila.